niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 2

Ścieżka dźwiękowa




- Zastanów się czy na pewno masz wszystko, póki jeszcze mogę pojechać do sklepu.
- Naprawdę niczego mi nie trzeba- odpowiedziałam mamie. 

Uśmiechałam się do niej szeroko doceniając fakt, że jako osoba wiecznie zaganiana znalazła chwilę, żeby mnie odwiedzić i dostarczyć kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Była w Bełchatowie zaledwie przedwczoraj ale że akurat byłam w śpiączce nie miałyśmy okazji porozmawiać co nadrobiłyśmy dzisiaj. Wizyta przebiegała normalnie do chwili aż rodzicielka spytała o to kiedy mam zamiar zacząć ścigać „tego idiotę który prawie mnie zabił, żeby zapłacił za to co zrobił” czyli przekładając na polski- ów ktoś miał zapłacić odpowiednio wysokie odszkodowanie. Choć próbowałam wytłumaczyć, że całe zdarzenie to moja wina ta dalej obstawiała przy swoim i pewnie zagadała by mnie w tej kwestii, gdyby nie pielęgniarka która przyszła pobrać krew.

- Spokojnie możesz jechać do domu- dodałam widząc niepewność wymalowaną na jej twarzy i jednocześnie czując ukłucie żalu bo z uwagi na odległość pomiędzy nieoficjalną stolicą polskiej siatkówki a naszym rodzinnym miastem jej odwiedziny będą mocno sporadyczne.
- Skoro tak to do zobaczenia- powiedziała gdy doszłyśmy do wyjściowych drzwi i uścisnęła mnie mocno na pożegnanie.

Jeszcze przez chwilę stałam w holu obserwując jak znajoma sylwetka znika mi z pola widzenia. Niespiesznie wróciłam do sali, gdzie przybyło mi towarzystwo w postaci miłej starszej pani. Usiadłam swobodnie zwisając nogi z łóżka i uznając za jeden z niewielu plusów  pobytu w szpitalu widok za oknem w postaci rozłożystego dębu. Złapałam się na tym, że chciałabym zrobić zdjęcie uwieczniając niesamowitą grę światła i cienia wśród tysięcy liści. Zerwałam się gwałtownie i tempem godnym bolidu formuły jeden pobiegłam w kierunku recepcji. Przyjechałam do tego miasta zrobić zdjęcia na zlecenie firmy w której pracowałam a które spokojnie leżały zgrane na karcie pamięci  w mojej torbie a musiały jak najszybciej dotrzeć do klienta. Przypominając sobie o nich kolejny raz przeklinałam swoją słabą pamięć. Po wypadku bagaż jaki miałam przy sobie został przekazany do szpitalnego depozytu więc jako fotograf  jedną z pierwszych rzeczy o jakie powinnam spytać było moje narzędzie pracy czyli aparat.

- Proszę oddać mi moje rzeczy- poprosiłam zatrzymując się ślizgiem przy niedużym kontuarze  . Siedząca za nim kobieta spojrzała na mnie w taki sposób, że poczułam się jakby miała ochotę coś mi zrobić.
- Imię i nazwisko- znudzenie w jej głosie było niemal namacalne.
- Lijewska, Martyna Lijewska- podałam jej swoje dane po czym zniknęła w kantorku obok. Przez chwilę dobiegały mnie odgłosy przewracanych przedmiotów aż leżała przede mną niewielka walizka. Szybko uchyliłam wieko i ku mojej uldze okazało się, że najcenniejsze rzeczy, czyli aparat i laptop, są w nienaruszonym stanie.
- Kiedy odwiedzi panią chłopak?- o ile wcześniej prezentowała postawę „zejdź mi z oczu poczwaro” tak teraz była niczym „dobrotliwa ciotunia”.
- Mój..kto?- spytałam święcie przekonana że mnie z kimś pomyliła.
- Taki postawny przystojniak, odwiedzał panią jeszcze w trakcie śpiączki?- wyglądała na szczerze zdumioną.
- Zdaje się, że może chodzić o mnie- gdzieś za moimi plecami rozległ się przyjemny męski głos, ten sam jaki słyszałam ubiegłej nocy. Powoli obróciłam się na pięcie i musiałam wysoko zadrzeć głowę, żeby spojrzeć w oczy nieznajomemu. Jak sobie przypomnę ten moment to dziwię się bo szczęka nie opadła mi do ziemi. Z wyraź nutą rozbawienia patrzył na mnie Andrzej Wrona. W sumie nie dziwię się mu. Musiałam wyglądać jak sto nieszczęść, boso z rozwichrzonymi włosami i w założonym byle jak szlafroku.
- To ja już sobie pójdę, z moim…- zamilkłam na widok paniki w oczach siatkarza- chłopakiem?- dodałam z wyraźnym znakiem zapytania.

 Z godnością na jaką było mnie stać w takiej sytuacji odgarnęłam z twarzy włosy, ściągnęłam walizkę z lady i najnormalniej w świecie ruszyłam przed siebie  czując jak znajomy nieznajomy idzie tuż obok. Znienacka poczułam jakby grunt  usunął mi się spod nóg, zachwiałam się i złapałam się czegoś zanim setki czarnych plamek całkowicie przesłoniło mi pole widzenia.

- Wszystko w porządku?- usłyszałam zatroskany głos tuż przy uchu. Potaknęłam tylko ruchem głowy i puściłam ramię Andrzeja starając się wrócić do pionu.-Dasz radę dojść do sali?- pytanie jeszcze dobrze nie wybrzmiało a znów poczułam jak uginają się pode mną nogi.- Chyba jednak nie- wymruczał tak cicho że ledwo usłyszałam co mówi i wtedy dosłownie straciłam grunt pod nogami bo postanowił mnie wziąć na ręce żeby po kilku sekundach położyć ostrożnie na łóżku.
- Dziękuję- powiedziałam podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Przynajmniej tyle mogłem zrobić- obdarzył mnie takim uśmiechem od którego człowiekowi robi się cieplej na sercu po czym usiadł obok.
- Głupio mi, że tak wyszło ale miałam wypadek i to pewnie przez to, bo straciłam dużo krwi i zrobiło mi się słabo no i jeszcze żebra, że o ręce już nie wspomnę. Moja mama chce ścigać „gościa od wypadku” ale według mnie to bez sensu- dostałam takiego słowotoku, że aż dziwne iż się nie zapowietrzyłam.
Niesamowite  jak ludziom w ciągu ułamka sekundy potrafi się zmienić nastrój. Na ten moment pan A.W. wyglądał jednocześnie jakby dostał w twarz, chciał się rozpłakać i uciec ode mnie gdzie pieprz rośnie.
- Gdyby nie ja byłabyś cała i zdrowa- czułam się jak postać z kreskówki która nic nie rozumie i nad jej głową pojawia się ogromny znak zapytania.- Z tym co powiedziała tamta kobieta, że cię odwiedzałem to prawda, podawałem się za twojego chłopaka bo tylko najbliżsi mają prawo do odwiedzin wiec inaczej by mnie nie wpuścili. Podobno jak się komuś uratuje życie to staje się za niego odpowiedzialnym, tylko że w moim… naszym przypadku jest inaczej.- zrobił taki gest jakby chciał złapać mnie za rękę ale powstrzymała się w ostatniej chwili i spuścił wzrok.- Omal przeze mnie nie straciłaś życia, to ja cię potrąciłem.- nie, nie zatkało mnie. Ja chwilowo straciłam mowę.
- No Wronka tutaj jesteś- podskoczyłam słysząc pogodny głos, który należał do Karola Kłosa. Przez chwilę patrzył na nas bez słowa. Wyglądał jakby składał w całość kawałki trudnej układanki, prawie słyszałam jak trybiki w jego głowie się kręcą.- To przez to dziewczę spóźniłeś się ostatnio na trening - chłopak miał tak szeroki uśmiech, że wyglądał jakby rozciągał się dookoła głowy. Andrzej  otrząsnął się z osłupienia i mamrocząc niewyraźnie coś w stylu „ przepraszam muszę iść” wyprowadził swojego przyjaciela na zewnątrz a ja miałam wrażenie że wiem jeszcze mniej niż przedtem. 

............................................................................................................................................................

Tadam! Jest i on, czyli Andrzej Wroną zwany :D Powiem wam, że długo zastanawiałam się czy na głównego męskiego bohatera opowiadania nie wybrać kogoś innego, bo ostatnio co drugie jest z AW w roli głównej ale podobno pierwsza myśl jest najlepsza więc przy niej zostałam :)

6 komentarzy:

  1. Też mam wrażenie, że Wrony wszędzie ostatnio jest strasznie dużo. I mimo, że nie miałam go więcej czytać to ten twój doprowadza mnie to takiego stanu, że nie mam innego wyjścia i będę czytać.
    Moje ogarnięcie jest level bardzo wolne i dopiero teraz zorientowałam się, że główna bohaterka ma nazwisko Lijewska. Czyli, że to siostra naszych szczypiornistów?!
    Andrzej podający się jako "chłopak" to duże zaskoczenie. I ciekawość co z tego wyniknie.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba :)
      I wcale tak wolno nie ogarniasz bo dopiero w tym rozdziale podałam nazwisko bohaterki. Co do jej pokrewieństwa z naszymi szczypiornistami to jeszcze się zobaczy choć fakt faktem, że wpadłam na to żeby miała takie a nie inne nazwisko oglądając mecz naszej reprezentacji:)

      Usuń
  2. Ciekawe opowiadanie. Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział. :D
    Jest Wronka, jestem i ja! :3
    Pozdrawiam ;*

    Ps. Mogłabyś mnie informować o nowościach? Byłabym wdzięczna ;)
    http://uwielbiaj-mnie-mimo-wszystko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam takie wrażenie, że wszędzie jest tylko Wrona i Wrona, i Wrona... Ale w sumie to sama go lubię, więc nie mam nic przeciwko :D Osobiście też miałam pomysł na opowiadanie z Andrzejem w roli głównej, jednak postanowiłam, że będzie on ważny w opowiadaniu, ale na pewno nie tak, by być głównym bohaterem :D
    Co do rozdziału to masz taki styl pisania, jaki bardzo lubię :)
    Kłos normalnie mistrz, wparował w takim momencie... "To przez to dziewczę spóźniłeś się ostatnio na trening" -czy tylko ja się przy tym zaczęłam śmiać, jak jakaś histeryczka? :D

    I zapraszam do mnie, dopiero zaczynam (jest tylko prolog). http://walczycomilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń